Contact phone number:+48 729 480 146

Contact email:

Gigantyczne łapówki za lepsze miejsce na półce sklepowej. Tak robili to Red Bull, Sobieski i inni

Luty 9, 2016

Red Bull, Sobieski và nhiều công ty khác hối lộ để được chỗ để hàng đẹp ở siêu thị như Kaufland, carrefour ….

Na łapówki mówili, że trzeba “dać bułę”. I dawali: koperty A4 z pieniędzmi, kartony wódki albo bilety na wyścigi Formuły 1. W ten sposób pracownikom marketów odwdzięczać się miały takie firmy jak Sobieski, Ustronianka, Zbyszko czy Red Bull. Zarzuty usłyszeli nie tylko menadżerowie marek i sklepów. Wśród oskarżonych jest też znany biznesmen, regularnie zajmujący przed laty wysokie miejsca w rankingu najbogatszych Polaków.

Ze stu tomów akt, liczących 30 tysięcy stron, których przeczytanie zajęło nam kilkunastu dni, wyłania się wstrząsający obraz nieuczciwej walki o klienta sieci handlowych. O to, by towar pojawił się na półce, w lepszym miejscu albo gazetce promocyjnej. O tym, jak wyglądały kulisy jednej z największych afer korupcyjnych w historii polskiego handlu pisaliśmy .Pierwsze informacje o tym, co się wyprawia w niektórych hipermarketach, wypłynęły już jakiś czas temu, dziś wiadomo, że był to wierzchołek góry lodowej.

Teoretycznie to normalna i legalna praktyka, która stosuje się na całym świecie. Pod warunkiem, że pieniądze nie trafiają bezpośrednio do kieszeni pracownika, który decyduje o asortymencie. Bez faktury, bez  podatku, bez śladu.

Niechlubny rekord w przyjmowaniu łapówek prokuratura zarzuca Pawłowi S., starszemu kupcowi w Kauflandzie, który na nielegalnej działalności miał zarobić ponad 4 miliony złotych. Ale podobnie mieli działać też wysoko postawieni pracownicy w innych sieciach. Oskarżeni są również przedstawiciele Carrefoura, Makro czy Reala. Śledztwo wykazało również nieprawidłowości w sieci Auchan.

Sobieski a “sprawa wrocławska”

Producent popularnych wódek, takich jak Sobieski, Krupnik, Starogardzka czy Danzka, należący do francuskiej grupy Marie Brizard (wcześniej Belvedere) chciał w 2007 roku zwiększyć sprzedaż m. in. w Kauflandzie. Negocjacje z siecią z ramienia Sobieskiego prowadził w tym celu dyrektor handlowy Tomasz K., natomiast hipermarket reprezentował wspomniany Paweł S. Rozmowy we wrocławskiej centrali sieci skończyły się fiaskiem i do porozumienia nie doszło.

– Jakiś czas później zadzwonili do mnie dwaj koledzy Pawła S. i zaproponowali spotkanie w hotelu przy wjeździe do Krakowa, na które się zgodziłem – zeznawał Tomasz K. – To była szybka rozmowa. Trwała tyle, ile potrzeba na wypicie herbaty. Powiedzieli, że jak chcę załatwić sprawę “wrocławską” to nie ma problemu.

W spotkaniu oprócz Tomasza K. uczestniczyli również tzw. “naganiacze”, czyli pośrednicy w kontaktach nieuczciwych kupców z dostawcami. – Zażądali 0,3 proc. obrotu tzw. “wódkami głównymi”, a więc na przykład “Sobieskim” – zeznawał K. – Później zadzwoniłem do jednego z nich i przyjąłem ich ofertę, bo bardzo mi zależało na zwiększeniu sprzedaży w Kauflandzie.

Gdy Sobieski chciał podnieść ceny w niemieckiej sieci, musiał również dać “podwyżkę” tamtejszemu kupcowi. Od 2009 roku Paweł S. dostawał już nie 0,3, a 0,5 proc. obrotu głównymi wódkami. Później łapówką miał się rzekomo dzielić z “naganiaczami”.

Dyrektor handlowy Sobieskiego przyznawał, że nie do końca ufał pośrednikom. – Oni zrobili na mnie złe wrażenie. Mieli sposób bycia, który powodował brak zaufania – przyznawał później, dlatego gdy trzeba było przekazywać łapówki dla Pawła S., kontaktował się tylko z jednym z naganiaczy. Ten z kolei miał przekazywać łapówki swojemu koledze i kupcowi z Kauflandu.

W żargonie handlowców wykształciła się nawet specjalna nazwa na przekazywaną łapówkę.

Co ciekawe, mimo złego pierwszego wrażenia dyrektora handlowego, nieco ponad rok później jeden z pośredników został zatrudniony w firmie Sobieski i pracował tam przez kilka miesięcy na etacie.

Tajemnicze koperty

Do “czarnej roboty” Tomasz K. zaangażował również swoją podwładną, przedstawicielkę handlową Sobieskiego, odpowiedzialną m. in. za kontakty właśnie z Kauflandem. To ona przy okazji spotkań handlowych z S., miała mu przekazywać prezenty w postaci kartonów wódki. Każdy pracownik na tym stanowisku miał bowiem do dyspozycji tzw. “bagażnik”, czyli między 120 a 300 butelek alkoholu, przeznaczonych na legalne “suweniry dla klientów”.

Jednak kartony to nie wszystko, co miała wozić kupcowi z Kauflandu. W toku śledztwa Jolanta M. przyznawała, że szef przekazywał jej również coś jeszcze. – W reklamówkach czasami była koperta formatu A4 – mówiła śledczym i zarzekała się, że nie wiedziała, co zawiera. – Mogłam się tylko domyślać. Sądziłam, że w środku są gratisy typu portfel lub inne materiały marketingowe.

– Zazwyczaj spotykaliśmy się we Wrocławiu, ale ona zupełnie nie znała miasta – zeznawał Paweł S. – Dlatego to działało tak, że ona dzwoniła i mówiła, gdzie jest, a ja tam dojeżdżałem. Pieniądze zazwyczaj dostawałem w samochodzie – raz moim, raz jej.

W sumie Jolanta M. miała przekazać S. 12 takich kopert, w których, jak się okazało, za każdym razem były bony towarowe o nominałach od 20 do 100 złotych, opiewających w sumie na kwotę od 10 do 25 tysięcy złotych. Skąd firma miała tyle talonów?

– To wyglądało w ten sposób, że my zlecaliśmy firmie zewnętrznej zakup bonów towarowych i dostawaliśmy je w paczce – wyjaśniał śledczym Tomasz K. – Ja potem dawałem je Joli, a ona zawoziła do Wrocławia, do Kauflandu.

Później jednak S. już nie chciał bonów, tylko gotówkę, ale nie było to dla Sobieskiego wielkim problemem. Pomagała w tym ta sama firma zewnętrzna. – Wystawiała nam ona fakturę na fikcyjną usługę marketingową, a my ją płaciliśmy – zeznawał Tomasz K. – Firma potrącała 3,5 proc. prowizji dla siebie, a reszta pieniędzy wracała do nas i była przekazywana na łapówkę dla kupca z Kauflandu.

Pieniądze od Sobieskiego S. ostatni raz dostał niespełna miesiąc przed zatrzymaniem przez policję.

Carrefour był droższy

Podczas wspomnianego spotkania przy wjeździe do Krakowa padła jeszcze jedna propozycja ze strony “naganiaczy”. – Zaproponowali mi również podpisanie kontraktu z siecią Carrefour i zażądali 0,5 proc. od obrotu wódkami głównymi – relacjonował Tomasz K. i przypomniał, że niedługo wcześniej miał spotkanie handlowe we francuskiej sieci, na którym nie doszło do porozumienia. – Udzieliłem już tak wielkich rabatów, że nie mogłem już więcej oddać.

Pośrednicy obiecali jednak, że za łapówkę pomogą załatwić wszystkie sprawy z kupcem z Carrefoura. W toku śledztwa okazało się bowiem, że jeden z pośredników przez wiele lat pracował w tej sieci i nadal miał w niej dobre relacje.

0 Comment on this Article

Add a comment

OPINIE