Contact phone number:+48 729 480 146

Contact email:

“Czeka nas zmiana stylu życia” Pogoda może zatrzymać cały kraj.

Grudzień 12, 2016

Jeszcze dziesięć lat temu o zmianie klimatu mówili tylko ekolodzy i państwa wyspiarskie z Pacyfiku. Dziś pogoda potrafi zatrzymać gospodarkę takiego kraju jak Polska. – Czeka nas zmiana myślenia o gospodarce i zmiana trybu życia – mówi WP money Joanna Wis-Bielewicz z think-tanku adelphi, ekspert Koalicji Klimatycznej.

Agata Kalińska, WP money: Czy są jakiekolwiek miejsca na świecie, które nie muszą się przejmować zmianą klimatu?

Joanna Wis-Bielewicz, think-tank adelphi, ekspert Koalicji Klimatycznej: Nie. Jeszcze dziesięć lat temu te zagrożenia najbardziej odczuwały państwa wyspiarskie, np. Kiribati czy Vanuatu. Teraz doświadczamy ich już w każdym kraju. W większym lub mniejszym stopniu, ale wszędzie. W Polsce mamy na przykład fale ciepła, trąby powietrzne, problemy z dostępem do wody. Zjawiska te powodują straty, czyli generują koszty, które można policzyć.

co z tych wyliczeń wynika?

Organizacja Carbon Disclosure Project szacuje, że w 2014 r. ze 140 bilionów euro zainwestowanego na całym świecie kapitału aż dwie trzecie, czyli 100 bilionów euro, było poddawanych testom na ryzyko klimatyczne. Czyli, mówiąc prościej, analizowano zagrożenie ze strony np. tsunami, powodzi i cyklonów, ale także zmian regulacji czy zmianą przekonań wśród konsumentów.

To wszystko są rzeczy, które mają realny, policzalny wpływ na biznes. Na przykład fale ciepła – czyli nagłe podniesienie się temperatury w miastach do ponad 40 stopni – kosztowały w ubiegłym roku Europę 1,5 miliarda dolarów. Na 1,5 mld euro szacowane są straty wywołane przez nawałnice, które przeszły przez nasz kontynent w grudniu 2015 r.

To są w pierwszej kolejności koszty związane ze zdrowiem ludzi, leczeniem, niezdolnością do pracy, ale są też mniej oczywiste, jak np. koszty dla biznesu wynikające z ograniczonego dostępu do wody.

W Polsce brak wody zatrzymał zeszłego lata elektrownie. Zabrakło prądu, pierwszy raz od trzydziestu lat.

Choć oficjalnie podawanych jest kilka powodów dla ograniczenia dostaw energii z zeszłego lata, to nie ma wątpliwości, że fale upałów doprowadziły do obniżenia poziomu wody w rzekach i po prostu nie było wody potrzebnej w elektrowniach do chłodzenia. To był spektakularny przykład, jak pogoda może zatrzymać cały kraj. A dla przedsiębiorców były to realne straty, bo brak prądu oznacza wstrzymanie produkcji, przerwanie łańcucha dostaw, niewywiązanie się z terminów. I takie sytuacje na świecie zdarzają się coraz częściej. Podobnie było w Sao Paulo, przez brak wody trzeba było wyłączać bloki węglowe.

Brak wody jest w ogóle jednym z najpoważniejszych zagrożeń dla biznesu. Zgodnie z raportem opublikowanym podczas konferencji stron konwencji klimatycznej w Marrakeszu, tylko w 2015 roku straty w wyniku ograniczonego dostępu do wody wśród zaledwie 600 największych światowych przedsiębiorstw wyniosły 14 mld euro.

97 krajów ratyfikowało porozumienie klimatyczne z Paryża. Ile będzie kosztowało wprowadzenie go w życie?

Przed nami zmiana całego biznesowego modelu i przestawienie gospodarki na zupełnie inne tory. Czyli przede wszystkim oderwanie wzrostu gospodarczego i wysokiej jakości życia od rabunkowego wykorzystania zasobów środowiska. Do niedawna nie liczono kosztów środowiskowych czy społecznych inwestycji. Dziś często wciąż nieformalnie, ale jednak są ujmowane w rachunku ekonomicznym przedsiębiorstw czy budżetów miast. Kluczowe jest więc, aby w przyszłości rządy i samorządy liczyły swoje straty związane z wykorzystaniem i zatruwaniem środowiska, wtedy łatwiej będzie im podejmować zrównoważone decyzje inwestycyjne.

Szacunki mówią, że w ciągu 15 lat na inwestycje infrastrukturalne – czyli na budowę miast, inwestycje w energetykę, w transport – musi trafić 90 bilionów dolarów. Dwie trzecie tej kwoty to inwestycje na południowej półkuli, czyli de facto w krajach rozwijających się.

To są pieniądze, które i tak byłyby w gospodarce wydane – te inwestycje po prostu trzeba przeprowadzić ze względu na zmiany demograficzne, migrację, urbanizację. Aby ograniczyć ryzyko środowiskowe i powstrzymać wzrost temperatury na Ziemi, należy zadbać, by miały one charakter zrównoważony i niskoemisyjny.

Nie chodzi więc o to, żeby pozyskiwać nowe pieniądze na nowe inwestycje, tylko o to, by sprawić, by te konieczne były przyjazne środowisku.

Bardzo często można spotkać się z opiniami, że globalne ocieplenie to wymysł.

Myślę, że coraz mniej osób mówi w ten sposób. Raczej słychać teorie, że zmiana klimatu to zjawisko niezależne od działalności człowieka. Na to istnieje tylko naukowa odpowiedź. Nie ma na świecie poważnej instytucji badawczej, która zajmowałaby się analizą zmiany klimatu i twierdziła, że takiej zmiany nie ma, albo że jest niezależna od emisji gazów cieplarnianych związanych z działalnością człowieka. Podobnie nie ma tych wątpliwości w prasie naukowej – pojawiają się za to na poziomie przekonań osób z zasady nieufających nauce czy w polityce. Są także widoczne w internecie.

Opinie te coraz częściej konfrontowane są z bezpośrednim doświadczeniem osób, firm i państw, które już odczuły skutki zmiany klimatu na własnej skórze. W konsekwencji coraz więcej ludzi jest gotowych do zmiany dotychczasowych przyzwyczajeń. To widać także w świecie biznesu, który dostrzega szanse w zielonych technologiach. Światowe korporacje takie jak Coca-Cola czy Unilever szukają innowacyjnych rozwiązań, które umożliwią oderwanie wzrostu od zużycia energii i wody. To szukanie przewag konkurencyjnych, takich jak każde inne.

A zwykli ludzie?

Są bardzo ciekawe badania noblisty Daniela Kahnemana, który udowodnił, że w naszych przekonaniach kierujemy się pewnymi mechanizmami obronnymi. On mówił, że nie daje wielkich szans polityce klimatycznej, bo człowiek przecenia koszty, które musi ponieść dzisiaj w imię zysków, które może odnieść w przyszłości.

W związku z tym ludzie nie są gotowi do ponoszenia tych kosztów. Czyli na przykład nie chcą zmieniać nawyków i przesiąść się z samochodu do autobusu, kupować energii z OZE i płacić wyższych rachunków za prąd czy ogrzewać domu gazem a nie węglem.

A będziemy musieli te nawyki zmienić?

Jesteśmy już świadkami dużych zmian. W ubiegłym roku inwestycje w zielone źródła energii osiągnęły rekordowy poziom 350 mld dolarów. A przemysł naftowy w tym samym roku zanotował 67 mld dolarów strat. Sięgnęliśmy poziomu, kiedy ten przemysł z różnych powodów staje się nieopłacalny, musi prosić o subsydia. Jednocześnie ogromny skok zysków notuje Tesla sprzedająca elektryczne samochody, która właśnie zaprezentowała rozwiązania umożliwiające właścicielom domów odłączenie się od sieci i niezależność energetyczną zapewnianą przez energię słoneczną. Wraz z rozwojem technologii zmienia się więc także rynek odbiorców energii elektrycznej.

Wiemy doskonale, że innowacyjność bardzo szybko staje się codziennością. To tylko kwestia czasu, aż nowe zielone technologie będą w zasięgu przeciętnego gospodarstwa domowego. Jeszcze dwadzieścia lat temu dostęp do internetu przez telefon komórkowy był bardzo egzotyczną koncepcją. Dzisiaj jest oczywisty, a na tej bazie powstało mnóstwo nowych modeli biznesowych.

Podobnie będzie z zielonymi technologiami?

Tak myślę. Oczywiście można za wszelką cenę bronić modelu business as usual. Jest to jednak strategia krótkowzroczna i bardzo ryzykowna. Czeka nas zmiana stylu życia. I to wydaje się dzisiaj oczywiste. Zwycięzcami w przyszłości okażą się firmy, które skutecznie odpowiedzą na dzisiejsze wyzwania świata i przyszłe potrzeby konsumentów.

źródło artykułu

0 Comment on this Article

Add a comment

OPINIE